Warsztaty Naturalne Na Łonie Matury, czyli recenzja z dowodem.
19–21 października, Hotel Diament
Tezy nie trzeba było długo dowodzić: wyjazd się udał.
Założenie: grupa maturzystów, trzy przedmioty, jeden hotel.
Teza: da się uczyć i nie zwariować.
Dowód. Rano matematyka, czyli dowody, które początkowo przypominały wiersze Leśmiana: piękne, tajemnicze i nikt nie wiedział, o co chodzi. Z czasem zaczęły jednak przypominać powieść Prusa, czyli wszystko po kolei, logicznie i z morałem. Na polskim romantycznie ścierały się „czucie i wiara” ze „szkiełkiem i okiem”, a angielski udowodnił, że present perfect to po prostu teraźniejszość, która była idealna. Tak jak nasza.
Po zajęciach hotel zamienił się w laboratorium regeneracji. Basen i jacuzzi pomagały rozładować stres maturalny (bąbelki działają lepiej niż ściągi). Siłownia budowała mięśnie potrzebne do noszenia repetytoriów. Przy Xboxie szukaliśmy niewiadomej x w zupełnie nowym kontekście, bilard okazał się praktyczną lekcją kątów i wektorów, a ping-pong był wymianą argumentów szybszą niż na rozprawce.
Drugiego dnia wyszliśmy na Równicę. Nazwa zobowiązuje, więc wszyscy doszli do równowagi, choć nie od razu do szczytu. Wykres wysiłku rósł monotonicznie, ale widoki wynagrodziły każdy przyrost.
Nazwa hotelu też nie jest przypadkowa: diamenty powstają pod ciśnieniem, a maturzyści, jak się okazuje, też.
c.b.d.o. Teza została udowodniona. Polecamy z pełnym przekonaniem i bez cienia wątpliwości, a to na lekcjach matematyki rzadkość.
Krótki film z wyjazdu: